Wspomnienie lata 2025
(Krempna - przejazdem na Łemkowynie u poety Krzysztof Kasperczyka)

za stołem wytrawnych metafor
na nieporanny ból głowy
trochę posiedział z nami Belon
a trochę Harasymowicz

alegorii mgła osiadła
na beskidzkich górach
magicznie było i sinowłoso
zajrzał Stachura

dzień z nocą się połączył
zrośniętą światła blizną
od Lackowej po Magurę
nad Łemkowszczyzną

aż złota kometa dnia
rozciągnęła nas po łóżkach
do snu zanuciła kołysankę
od Milczewskiego Bezduszka

pod Górę…
(ku pamięci Pawłowi Górze)

ech Paweł ! a niech Cię piekło…
zobaczysz tam się spotkamy
zabiorę ziemską butelkę
pośpiewamy i pogramy
na dwie gitary…

i niech się dziwią na niebieskich polanach
niepogodzeni z tym
jak z poezją i muzyką
pięknie komponuje się
smolny dym

a gdybyś jednak dotarł do nieba
to zobaczysz też będzie fajnie
daj nać, gdzie Cię znajdę
bo wszak piekło czy niebo
taki sam mają adres

tylko już nie szukaj
jasnych odpowiedzi
na te wszystkie pytania
nie pchaj się pod żadną górę
tam nie ma rozwiązania

i zabłądzić się nie daj
na słowach niecierpliwych
tego tam nie potrzeba… - zaczekaj
zagramy jeszcze i zatańczymy
w tej tancbudzie obok piekła
i niezbyt blisko nieba

ech Góra ! a niech Cię diabli…
zobaczysz, jeszcze się spotkamy
zabiorę ziemską butelkę
pośpiewamy i pogramy
na dwie gitary (…a niech Cię diabli… do zobaczenia)

jesień 2025

ona tylko próbuje do siebie przekonać
albo oszukać przed kolejnym zakrętem
nie całkiem jest z tego zadowolona
i uśmiecha się, jakby mniej chętnie

budzi się późno i chodzi niewyspana
coraz szybciej dogasa jej kolejny dzień
a kiedy odchodzi w noc zapomniana
otula się kołdrą sinowłosych mgieł

jeszcze czaruje rozwodnionym pastelem
rozdaje prezenty z błękitu i złota
ale płaci za to zbyt wysoką cenę
w liściach miłorzębu, jarzębiny i buka

a kiedy wszystko co ma już będzie rozdane
naga zostanie na rozstajach grudnia
zniknie odchodząc w zapomniana
na drugą stronę zawstydzona i smutna

weźmy tę jesień i przytulmy do siebie (!)
z każdą zimną kroplą zapłakanej szyby
niech nie błąka się pod mokrym niebem
przecież nie przyszła tutaj na niby

po...
(Lake Geneva–Buchilion - Lago di Lugano–Cademario - St Gallen- Bodensee–Konstanz–Vaduz/Liechtenstein)


moje dziewczyny w cieniu wielkiej lampy
mają usta czerwone od wina
topią wzrok w lazurowej tafli jeziora
chłodzą stopy wpatrując się
w zamrożone szczyty Alp
przepływające statki
w ich uśmiechniętych oczach
pozdrawiają mnie po imieniu
radośnie mrużąc powieki

moje dziewczyny rozmawiają
rozgrzanymi od powietrza słowami
sklejając zdania wilgotnym oddechem
snują się z dymem papierosa
po kamienistym brzegu
piją kawę w wąskich uliczkach
zatłoczonych kawiarni
jedzą croissanty
albo zupę poplątaną wstążkami makaronu
mają ochotę na coś słodkiego

moje dziewczyny uśmiechają się
po francusku ze słowiańskim akcentem
mówią - bonjour, albo - buongiorno
stosownie do sytuacji
nieśmiało zaglądając w oczy przechodniów
i robią dzióbek
na niemieckich umlautach

kiedy zasypiają pod wakacyjnym niebem - odchodzą
znikają w tajemnicy snu
tam nie zaglądam
czekam
...wracają zawsze nad ranem
takie same
roześmianemoje dziewczyny

bazarek czyli mydło, śruba z gwintem stożkowym
albo zegarek 


kobieta w kwiecistej sukni
na wysokim obcasie
rozpytuje o chleb żytni
ekologiczny  na zakwasie

koszulki zielone wojskowe
ciasno przechodzą przez głowę
- ale panie…
jak armia ma być poborowa
to po co żołnierzowi duża głowa
kalesony do kompletu, też nowe
eleganckie, prawie defiladowe

firanki i zasłonki w każdym oknie
w domu milej i sny bardziej spokojne
- weź pan te nieprzeźroczyste
mniej widać, to i sumienie bardziej czyste

a tutaj kram zielony – produkty rolne
facet wczorajszy, ale zachęca
- o tej porze roku, najlepsze są ,małosolne!
a dzisiaj piątek, pewnie pociągnie do niedzieli
poniedziałku nie zdzierży, jak czego śnie strzeli

kapcie góralskie z dolnego śląska
tak samo przydatne, praktyczna stylówka
jak chińska ciupaga na Krupówkach

rękawiczki skórzane różnokolorowe
są też ocieplane, raczej zimowe
dopasują się do każdej rączki
za pół roku pierwsze przymrozki

włoszczyzna w częściach, albo w komplecie
kapusta młoda, więc trochę droga
koszulki kupiłem dwie
bo się wie…
jakoś przecisnę tę głowę
przez otwór na drugą stronę
łatwiej w zielonym się schować
niż myślą złośliwą ustrzelić wroga
bo kto wie…

na tę połówkę – Szymonowi Podwinowi na 50tkę


spójrz za siebie, kiedy to minęło
raz na wozie raz pod wozem
czasem z tarczą bądź bez tarczy
zagubionej gdzieś po drodze
a to dopiero pierwsza połowa
ona wcale nie musi być większa
podobno po tym częściej boli głowa
ale ta druga, może być piękniejsza

bo… pół wieku głęboko siedzi w człowieku
i nawet kiedy czujesz się zdrowy
bo tak na oko wszystko w porządku
to dobrze wiesz, że tylko do połowy
kac poranny coraz bardzie nielegalny
lekarz mów, że to minie, robiąc dziwną minę

łatwiej dostrzec w takim wieku
i rozróżnić dym od ognia
ile człeka siedzi w człowieku
a ile zwykłego przechodnia
już wiesz, że radość nie jest wieczna
ale smutek szybko przemija
kiedy coś kłuje, to też ci szepcze
jak ważna jest każda chwila

bo… pół wieku głęboko siedzi w człowieku
i nawet kiedy czujesz się zdrowy…

ten wóz przecież i tak dokądś zajedzie
czy z tobą czy bez ciebie
więc nie ma co się droczyć z koniem
i obrażać na niespełnione
bo życie jest jak spłoszony zając
albo morza wzburzona fala
im bardziej chcesz je przechytrzyć
tym ono szybciej spierdala

bo… pół wieku głęboko siedzi w człowieku
i nawet kiedy czujesz się zdrowy…

nie życzę Ci więc drugi raz tyle
bo to raczej niełatwe do przeżycia
spirytus może i jest sterylny
ale w takiej formie, trudny do wypicia
niech ci się dzieje więc tak po ludzku
bo czas to tylko zwykła miara
a pośród ziarenek piasku klepsydry
jest tajemnica, warta nawet Ikara

bo… pół wieku głęboko siedzi w człowieku
i nawet kiedy czujesz się zdrowy…

cztery pory roku

popatrz kalendarz schudł nam na ścianie
znów gdzieś porzucił tych kilka kart
za oknem jesień rozwiesza pranie
lato na walizkach wyrusza w świat

jakoś niełatwo się przyzwyczaić
chociaż tak się dzieje każdego roku
złote jesienie piękne są dla oczu
ale w duszy zawsze budzą niepokój

a ty mówisz, że to nic
i ja już wiem
że z tym nic, można jakoś żyć
tak całkiem ładnie
bez niepotrzebnych wyrzeczeń
i niechcianych leków
że ktoś coś ukradnie

biały obrus na wigilijnym stole
znowu święta, sypnęło śniegiem
kogoś zabrakło, ktoś nie dojechał
w taką noc ciągnie ludzi do siebie

do siego rok, na dalszą drogę
kieliszek wódki, kolejny rok
ostatni przystanek w stronę wiosny
z nadzieją na jutro, domknięty krąg

a ty mówisz, że to nici 
i ja już wiem...

pachnie ziemia ciepłym deszczem
kwiecień otwiera okna na oścież
za przednówkiem, jakoś to będzie
coraz łaskawsze nad nami słońce

lipce i sierpnie, na bezdrożach lata
kolejna podróż z kajetem wspomnień
poezja i przyjaźń w znajomych twarzach
i beztroska nocna z gwiazdami kąpiel

a ty mówisz, że to nici
i ja już wiem...

ale co by się jeszcze, nie miało stać
i poplątała by się nam życia nić
ty pod powieką moją będziesz spać
i razem będziemy się marzyć i śnić

bo ty mówisz, że to nic
i ja już wiem…

nieobecność

nieobecność
nic sobie nie przypomina
ale taż nie zapomniała
niczego, co mogłoby się wydarzyć
pod nieobecnść

nie czuję się na siłach
żeby zapytać o cokolwiek
nieruchomo patrzy
nieobecnym wzrokiem

jest brakiem czegokolwiek
albo kogokolwie
kto mógłby się uśmiechnąć
na myśl
że mogłoby go nie być

niewypełnioną przestrzenią
nieukrywaną tajemnicą
niezrozumieniem 

brakiem odpowiedzi
na jakiekolwiek osobiste pytanie
zadane pod nieobecność

Nowa podstrona

Tworzenie stron WWW - Kreator stron internetowych